Z dnia na dzień z redakcji TVP3 w Gorzowie Wielkopolskim zwolniony został dziennikarz Artur Szymczak – reporter, który przez lata relacjonował sprawy ważne dla mieszkańców regionu. Jak twierdzi, dostał 30 minut na spakowanie się, ale powodów zwolnienia jemu nie przedstawiono.
Nie jest członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Nie jest więc „naszym człowiekiem” w sensie organizacyjnym. Ale był – i jest – dziennikarzem, którego wielu widzów ceniło za rzetelność, wrażliwość na sprawy lokalne i gotowość podejmowania tematów trudnych społecznie. Dlatego zabieramy głos.
Z informacji przekazanych przez samego Artura Szymczaka wynika, że został w trybie natychmiastowym pozbawiony możliwości pracy decyzją dyrektora gorzowskiego oddziału Telewizji Polskiej, Andrzeja Locha. Okoliczności tej decyzji pozostają – jak twierdzi sam zainteresowany – całkowicie niejasne.
Artur Szymczak przez lata pracował dla regionalnego oddziału TVP. Był obecny wszędzie tam, gdzie działo się coś ważnego dla mieszkańców. Wielu widzów zapamiętało go przede wszystkim z materiałów interwencyjnych – tych najtrudniejszych, wymagających nie tylko warsztatu, ale i odwagi.
Jak napisał na swoim profilu w mediach społecznościowych, wszystko wydarzyło się nagle. Usłyszał jedynie, że ma pół godziny na spakowanie rzeczy i opuszczenie redakcji.
„Zostałem wezwany przez p.o. Dyrektora TVP3 Oddział w Gorzowie Wlkp. na rozmowę. Bez wcześniejszego sygnału, bez informacji, że są jakiekolwiek zastrzeżenia do mojej pracy. Padło pytanie: „czy masz mi coś do powiedzenia?”, a chwilę później usłyszałem, że mam 30 minut na spakowanie rzeczy i opuszczenie miejsca pracy.Bez konkretnych zarzutów. Bez faktów. Bez możliwości rozmowy. Pojawiło się jedynie ogólne stwierdzenie o „utracie zaufania”, którego do dziś nikt mi realnie nie wytłumaczył. Trudno zrozumieć sytuację, w której tak łatwo podważa się czyjeś dobre imię, nie dając szansy na zwykłą, uczciwą rozmowę. Dziękuję wszystkim, którzy przez te lata obdarzali mnie zaufaniem i powierzali mi swoje sprawy.”
– pisze Artur Szymczak.
Zdziwienia decyzją władz TVP3 w Gorzowie nie kryją internauci. Jak czytamy w jednym z komentarzy dotyczącym sprawy (pisownia oryginalna):
„Pan Artur zawsze był, gdy go potrzebowaliśmy. Zawsze blisko spraw społecznych. Za każdym razem, gdy się coś działo, człowiek wybijał numer do Pana Artura. Świetny dziennikarz i wielkim warsztatem. Nie wiem, o co poszło i nie chcę się wtrącać, mam jedynie nadzieję, że Pan Artur szybko znajdzie nowe miejsce pracy i będzie doceniany, bo to naprawdę świetny dziennikarz!!!”
Nie tylko Artur Szymczak
To nie jedyna historia, która w ostatnim czasie budzi pytania o sposób zarządzania redakcją w Gorzowie Wielkopolskim. Jak przypomina wiceprezes Lubuskiego Oddziału SDP Maciej Piotrowski, wcześniej w podobny sposób z redakcji zniknął operator Mariusz Gabriel – człowiek, który przepracował w tej telewizji ponad dwadzieścia lat.
„Człowiek z ogromnym doświadczeniem, który przeszedł w życiu bardzo poważne problemy zdrowotne, a mimo to nadal pracował i był częścią tej redakcji. Tuż przed świętami usłyszał, że z dnia na dzień kończy współpracę”
Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Artur Szymczak, mimo wielu lat pracy dla regionalnej telewizji, nigdy nie otrzymał etatu a jego sytuacja nie jest w TVP3 Gorzów żadnym wyjątkiem.
Prezes Lubuskiego Oddziału SDP Marek Poniedziałek zwraca uwagę, że sposób potraktowania dziennikarza budzi poważne wątpliwości nie tylko natury etycznej, ale także prawnej.
„Nie może być tak, że człowiek kierujący jedną z dwóch publicznych redakcji zachowuje się jak watażka. Ludzi na kontraktach B2B także nie wolno traktować jak śmieci. Argument utraty zaufania przy „śmieciówce” można uznać za kompletnie nietrafiony. Tym +argumentem+ sam dyrektor przyznaje, że mamy do czynienia w praktyce z relacją przypominającą umowę o pracę. W przypadku umów o dzieło czy zlecenie w grę wchodzi raczej naruszenie umowy, np. niewykonanie dzieła w terminie.”
Sprawa Artura Szymczaka jest w istocie większa niż jedna decyzja personalna. To pytanie o to, jak dziś traktowani są ludzie, którzy przez lata budowali regionalne media publiczne. O to, czy telewizja utrzymywana z pieniędzy podatników powinna funkcjonować w atmosferze niepewności, arbitralnych decyzji i nagłych „utrat zaufania”. To pytanie o elementarne standardy w świecie mediów, gdzie standardy powinny obowiązywać dla posiadanie przez nie minimum zaufania u czytelników, słuchaczy czy widzów.
Lubuski Oddział SDP od dawna podkreśla, że szczególnie media publiczne powinny zostać uwolnione od świata polityki i bieżących układów – czy to lokalnych czy ogólnopolskich a kierować powinni nimi ludzie wyłonieni w otwartych i szerokich konkursach. Powinny służyć mieszkańcom miast i regionów, a nie interesom osób, które akurat sprawują władzę nad instytucją. Publiczna telewizja regionalna nie jest prywatnym folwarkiem dyrektora ani zapleczem politycznym jakiejkolwiek partii. Jest dobrem wspólnym.
Dlatego kierujemy dziś otwarte pytanie do osób, które mają wpływ na funkcjonowanie mediów publicznych – oraz do lubuskich parlamentarzystów i samorządowców:
Ile jeszcze takich historii musi się wydarzyć, aby ktoś wreszcie przyjrzał się temu, co dzieje się w TVP3 Gorzów?
Bo w tej sprawie chodzi nie tylko o jednego dziennikarza. Chodzi o standardy, o elementarny szacunek dla ludzi naprawdę niełatwej dziennikarskiej pracy i o przyszłość regionalnych mediów publicznych.










