Rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających ma stworzyć pancerz chroniący Polskę przed hybrydowymi atakami ze Wschodu, lecz ignorując KRRiT i oddając ocenę treści medialnych urzędnikom skarbowym, grozi przekształceniem walki z dezinformacją w zwykłą cenzurę.
„Konstytucja sankcyjna” i jej cele
Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o środkach ograniczających (druk sejmowy nr 3003, przedłożony przez Ministra Spraw Zagranicznych), który w sierpniu 2026 r. trafił do Sejmu, a we wrześniu przeszedł pierwsze czytanie. Projekt ten, określany mianem „konstytucji sankcyjnej”, ma na celu ujednolicenie i uporządkowanie dotychczas rozproszonych przepisów dotyczących stosowania w Polsce sankcji unijnych, obejmujących ponad 40 reżimów), międzynarodowych oraz krajowych.
Rząd uzasadnia potrzebę uchwalenia nowej regulacji koniecznością wyeliminowania sporów kompetencyjnych między organami państwa, zapewnienia większej pewności prawnej dla przedsiębiorców oraz wdrożenia unijnej dyrektywy penalizacyjnej 2024/1226 z kwietnia 2024 r., harmonizującej definicje przestępstw i kary za naruszanie środków ograniczających.
Podstawowym celem projektu jest stworzenie trwałych mechanizmów ochrony bezpieczeństwa narodowego RP przed zagrożeniami hybrydowymi ze strony państw trzecich, w szczególności w kontekście agresywnych działań Rosji i Białorusi.
FIMI oraz przepisy budzące największe obawy
Główną osią kontrowersji wokół proponowanych rozwiązań stało się wprowadzenie nowej przesłanki wpisu na listę sankcyjną prowadzoną przez szefa MSWiA – tzw. przesłanki FIMI (Foreign Information Manipulation and Interference). Zgodnie z projektem podstawą nałożenia sankcji może być „bezpośrednie” lub „pośrednie” wspieranie obcej ingerencji i manipulacji w środowisku informacyjnym, wymierzonej w bezpieczeństwo narodowe, nienaruszalność granic czy pozycję międzynarodową Polski.
Osobie lub podmiotowi wpisanemu na listę grożą wyjątkowo surowe środki, w tym zamrożenie aktywów i majątku, zakaz udostępniania środków finansowych, wykluczenie z zamówień publicznych, a także ustanowienie tymczasowego zarządu przymusowego.
Ponadto za naruszenie przepisów sankcyjnych grożą administracyjne kary pieniężne do 20 mln zł oraz odpowiedzialność karna sięgająca do 12 lat pozbawienia wolności.
Duże obawy ekspertów budzi szerokie i nieostre sformułowanie przesłanki FIMI, która w definicjach unijnych obejmuje taktyki często formalnie legalne i znajdujące się w tzw. szarze strefie. Użycie zwrotu o „pośrednim wspieraniu” stwarza ryzyko nadmiernej uznaniowości i arbitralnych decyzji władzy wykonawczej w odniesieniu do mediów. Ponadto decyzja MSWiA o wpisie na listę zachowuje moc do czasu prawomocnego wyroku sądu, co w praktyce grozi paraliżem finansowym i prawnym podmiotu medialnego jeszcze przed weryfikacją zasadności działań państwa przez niezależny wymiar sprawiedliwości.
KRRiT o zagrożeniu dla wolności mediów
Kluczowym głosem sprzeciwu wobec proponowanych w projekcie rozwiązań stało się oficjalne pismo Przewodniczącej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, dr Agnieszki Glapiak, z 25 września 2026 r., skierowane do Marszałka Sejmu oraz przewodniczących i członków właściwych komisji sejmowych.
KRRiT zwróciła uwagę na szereg zagrożeń i uchybień proceduralnych.
Projekt ustawy nie był konsultowany z KRRiT na żadnym etapie prac legislacyjnych, co stanowi zignorowanie organu stojącego na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz samodzielności dostawców usług medialnych.
Szefowa KRRiT zaalarmowała również, że pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa państwa i walki z zagraniczną dezinformacją tworzy się nieprecyzyjne mechanizmy, które pozwalają urzędnikom na arbitralne tępienie niepożądanych wypowiedzi. Dr Glapiak wskazała, że za „wspieranie obcej ingerencji” władza może uznawać np. poglądy sceptyczne wobec polityki dotyczącej relacji z Ukrainą, Unią Europejską, polityki migracyjnej, zmian klimatu czy spraw światopoglądowych.
Szczególny sprzeciw KRRiT wzbudził art. 55 pkt 20 w zw. z art. 59 ust. 2 pkt 1 projektu, zgodnie z którym karę do 20 mln zł za nadawanie, ułatwianie nadawania lub reklamowanie w treściach podmiotów sankcjonowanych ma nakładać Naczelnik Urzędu Celno-Skarbowego. Decyzja ta ma mieć rygor natychmiastowej wykonalności, bez prawa do klasycznego wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy. KRRiT określiła przekazanie takich kompetencji urzędnikom skarbowym – niemającym merytorycznej wiedzy do oceny treści medialnych – jako rozwiązanie kuriozalne.
Ostrzeżenie przed pozasądowym blokowaniem treści
KRRiT powołała się na analogię do weta Prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy wdrażającej rozporządzenie DSA, przypominając, że pozasądowe, administracyjne blokowanie treści narusza równowagę między bezpieczeństwem a prawami obywatelskimi. Istniejące przepisy, w tym ustawa o radiofonii i telewizji oraz unijne DSA, dają wystarczające narzędzia do walki z nielegalnymi treściami bez potrzeby tworzenia ekstraordynaryjnych trybów.
KRRiT wyraźnie zaznaczyła, że nie kwestionuje potrzeby wdrażania unijnej dyrektywy 2024/1226 ani walki o bezpieczeństwo Polski, lecz kategorycznie sprzeciwia się wprowadzeniu uznaniowego komponentu krajowych sankcji nakładanych przez MSWiA.
Czy przed autokratycznym reżimem da się obronić bez autokratycznych metod?
Odpowiedź na to pytanie, wyłaniająca się z analizy projektu ustawy oraz stanowiska KRRiT i środowisk prawniczych, brzmi: tak, ale tylko pod warunkiem zachowania twardych ram państwa prawa.
Zagrożenie ze strony wrogich mocarstw stosujących operacje hybrydowe i FIMI jest bezsprzeczne. Jednak przeniesienie ciężaru walki z dezinformacją z niezawisłych sądów na urzędników skarbowych i aparaty administracyjne MSWiA oznacza przejęcie metod charakterystycznych dla reżimów autorytarnych.
Państwo demokratyczne nie może chronić wolności poprzez jej prewencyjne odbieranie obywatelom i mediom. Aby skutecznie odeprzeć zagraniczne zagrożenia bez niszczenia rodzimej demokracji, wszelkie środki ograniczające musza opierać się na precyzyjnych definicjach prawnych, proporcjonalności oraz natychmiastowej, niezależnej kontroli sądowej.











